Krok nr 5: Naucz się mówić NIE. To, że wykonałeś wszystkie poprzednie kroki, to niestety nie koniec. Świat zewnętrzny ma w nosie to, że wyznaczyłeś swoje priorytety i starasz się w skupieniu nad nimi pracować. Twoje otoczenie będzie robić wszystko, aby Twój plan wywrócić do góry nogami. Nie miałem wyboru, jak tylko spróbować. Wysłałem wiadomość do czarodzieja o imieniu DR OBO, który zapewnił mnie, że nie ma problemu i że wszystko będzie dobrze przez 48 godzin. Rzucił zaklęcie i przywrócił miłość i więź między mną a moim mężem i wrócił do mnie po 48 godzinach. A dwa.. znajdz sobie hobby rób cos innego poza lataniem kolo niego ja tez czasto odchodze od zmysłów kiedy mój facet nie ma dla mnie czasutłumacze sobie ze taki juz jest, ale to Tylko ja byłem dla niej życzliwy i teraz ona z nimi rozmawia, a mnie ma za jakiegoś natręta czy cholera wie kogo. Już nie rozmawiamy ze sobą. Niestety jeszcze trochę, a ja zacznę ją mieszać z błotem, bo byłem miły i życzliwy dla niej, ale sobie nie pozwolę żeby mnie ośmieszała w pracy. Nikt nie powinien godzić się na udrękę, w której nie sposób zbudować związku o solidnych fundamentach. Tak samo nikt nie ma prawa tracić naszego czasu, a tym bardziej pozbawiać nasz szacunki i miłości do samego siebie. To nie ma nic wspólnego z kochaniem, bo w miłości nie liczą się piękne słowa, a słowność. Witam mam poważny problem od dłuższego czasu nie układa mi się w związkuw którym jestem od 5 lat. Mój facet nigdy nie był bardzo wrażliwy,zawsze coś innego było ważniejsze i nie Facet nie odzywa sie 5 dni co robic? rozmowa co słychać,miał dla mnie godzinę na rozmowe,potem gdzieś jechał.Juz wiedziałam ze nie chce juz z nim byc tylko on jeszcze nie wiedział Może troszkę źle to ujęłam. Okazuje mi uczucia, ale gdy jesteśmy sami i ponadto od tygodnia nie ma dla mnie czasu. Po za tym wszystko jest ok, bo jak w każdym związku są konflikty, ale zawsze staramy się je rozwiązywać tyle, że ostatnim czasem on nawet nie ma czasu dla mnie i nie mam jak z nim porozmawiać. Zaczynam mysleć ze poprostu już mnie nie Kocha. ' Facet jak kocha się stara, a jego o wszystko trzeba prosić. nie miał dla mnie czasu. Z czasem coraz mniej i mniej teraz nie odzywa Dla współczesnych mężczyzn taki styl życia jest nie do wyobrażenia. Niedojrzałość emocjonalna u mężczyzn sprawia, że szybko się nudzą. Ich uwaga jest rozproszona i podzielona. Pojemność świadomego umysłu jest ograniczona, gdy więc przeskakujemy z tematu na temat, nie ma szans, żeby coś zgłębić. Znużenie jest efektem jEx1. fot. Adobe Stock, highwaystarz Nie marzyłam o miłości. Miałam wtedy 48 lat, za sobą nieudane małżeństwo i dwie równie nietrafione próby stworzenia nowego związku, jedną także ze związanym mężczyzną, czego żałuję. Mężczyźni, których spotkałam na swojej drodze byli bardzo podobni do mojego byłego męża. Na pierwszym spotkaniu wydawali się interesujący i mili. Gdy ich jednak poznawałam bliżej, okazywało się, że to zapatrzeni w siebie egoiści. W pewnym momencie przestałam szukać Przyzwyczaiłam się do życia w pojedynkę, ba, nawet je polubiłam. Może dlatego, że nigdy nie czułam się samotna. Jestem lekarzem weterynarii, od lat prowadzę własną przychodnię dla zwierząt. Uwielbiam swoją pracę. Dorobiłam się licznego grona szczekających i miauczących pacjentów, zaprzyjaźniłam z ich właścicielami. Byłam zadowolona ze swojego życia i myślałam, że nic się już w nim nie zmieni. Myliłam się… Dokładnie pamiętam tamten wieczór. Dochodziła ósma i miałam już zbierać się do domu, gdy zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałam nieznajomy męski głos: – Lecznica jest jeszcze czynna? – Za minutę zamykam… A coś się dzieje? – zapytałam. – Tak! Mój Rambo jest słaby, nie chce jeść. Nie rozumiem tego, rano wszystko było w porządku. Skakał, łasił się, szczekał… A teraz jest osowiały, jakby półprzytomny – mówił. W głowie zapaliła mi się czerwona lampka. Z objawów wynikało, że pies może mieć babeszjozę, groźną chorobę przenoszoną przez kleszcze. Nieleczona prowadzi do śmierci. – Czy pies jest zabezpieczony przed kleszczami? – chciałam się upewnić. – Miał specjalną obrożę, ale kilka dni temu zgubił ją gdzieś w krzakach, gdy byliśmy na spacerze. Zamierzałem kupić nową, ale jakoś zapomniałem. Miałem mnóstwo spraw do załatwienia… – facet zaczął się tłumaczyć. – Dobrze, szkoda czasu – przerwałam mu stanowczo. – Proszę natychmiast przyjechać z psem. Poczekam. Byłam wściekła na tego mężczyznę Przez lata praktyki napatrzyłam się na cierpienie i śmierć zwierząt spowodowane niefrasobliwością ich właścicieli. Miałam nadzieję, że tym razem nie będzie za późno, i zdołam pomóc psiakowi. Obiecałam sobie jednak, że jak już to zrobię, to wygarnę facetowi, co myślę o jego braku pamięci. Mężczyzna zjawił się po niecałym kwadransie. Zaparkował samochód przed lecznicą z piskiem opon i wpadł do środka jak bomba. Jak mi się wydawało, sam. – To ze mną rozmawiała pani przed chwilą – zaczął. – A gdzie jest pies? Czyżby znowu miał pan po drodze coś do załatwienia i o nim zapomniał? – zapytałam z przekąsem; byłam na sto procent przekonana, że Rambo to jakiś potężny zwierzak, pitbull albo amstaf, tymczasem wokół nóg mężczyzny nie kręcił się żaden pies… – Nieee. Nie zapomniałem – odparł, sięgając za pazuchę. Po chwili na stole stał rozdygotany, maleńki chihuahua. Na oko ważył niewiele ponad kilogram. – To jest właśnie Rambo. Niech pani go ratuje. To mój najwierniejszy przyjaciel – wykrztusił mężczyzna. Nie mogę obiecać, że z tego wyjdzie Nie ukrywam, byłam zaskoczona. Chihuahua w ogóle nie pasował do właściciela. Mężczyzna miał około pięćdziesiątki, był bardzo wysoki, potężnie zbudowany. Tacy jak on rzadko pokazują się w lecznicy z miniaturkami. Wstydzą się, uważają, że to damskie pieski. Jeżeli więc już wpadną z takim, to mówią, że to ulubieniec dziecka albo żony. Tymczasem ten był inny. Wcale nie ukrywał, że to jego ukochany pupil. Badając pieska, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego mężczyzna wybrał akurat tę rasę. Jakby czytał w moich myślach. – Mieszkam sam, dużo podróżuję służbowo – zaczął. – Rambo jeździ ze mną. Jest maleńki, więc wszędzie mogę go przemycić. Na spotkanie, do restauracji. Nawet do hotelu, w którym nie toleruje się psów. Dzięki temu nie czuje się taki opuszczony, nie czeka na mnie godzinami. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Pomyślałam, że mężczyzna, który tak dba o dobre samopoczucie swojego psa, nie może być zły. – Miałam ochotę zmyć panu głowę za tę obrożę. Ale już mi przeszło – uśmiechnęłam się. – Uff, to mi ulżyło. A tak na poważnie, to faktycznie byłem głupi. Mam tylko nadzieję, że Rambo za to nie zapłaci – westchnął głęboko. Moje przypuszczenia, niestety, się sprawdziły. Chihuahua miał babeszjozę. Z jego ucha wyciągnęłam kleszcza, dla pewności obejrzałam pod mikroskopem krew. Podałam leki, założyłam wenflon i podłączyłam mu kroplówkę. Piesek nawet nie protestował. Był tak osłabiony, że tylko popiskiwał cichutko. Za to mężczyzna nie krył przerażenia. Miałam wrażenie, że za chwilę zemdleje – Proszę mi obiecać, że Rambo z tego wyjdzie – prosił. – Zobaczymy… Proszę uważnie go obserwować i koniecznie przyjechać jutro po południu. Zrobimy kolejne badania, podamy leki – odparłam. Wcale nie miałam pewności, czy leczenie pomoże. – Będziemy na pewno – odparł facet cicho, zawijając pupila w kocyk. Był tak przejęty, że zrobiło mi się go potwornie żal. Miałam nadzieję, że pies zareaguje na leczenie i wszystko skończy się dobrze. Następnego dnia od rana niespokojnie kręciłam się po gabinecie. Zastanawiałam się, czy mój wieczorny pacjent przetrwał noc, i czy jego właściciel się z nim pojawi. Wreszcie przyjechali. Mężczyzna uśmiechał się od ucha do ucha. – Jest pani cudotwórczynią! Z Rambo chyba jest już lepiej! –krzyknął. – Tak? To proszę postawić pacjenta na stół, sprawdzimy, obejrzymy – ucieszyłam się. Psiak rzeczywiście wyglądał trochę lepiej. Pewniej stał na łapkach, nie był już taki osowiały. Po raz kolejny podałam mu leki, kroplówkę. Powtarzałam to jeszcze przez kilka następnych dni… Przez ten czas poznałam jego właściciela. Marek okazał się sympatycznym mężczyzną, wesołym, inteligentnym. Dużo rozmawialiśmy. Okazało się, że mamy wspólne zainteresowania, lubimy te same filmy, muzykę, książki. Po piątej wizycie miałam wrażenie, że znamy się od wielu lat. Mały zazdrośnik daje nam popalić Nie wpadałam jednak w euforię. Ciągle pamiętałam o swoich poprzednich związkach. Wtedy też za każdym razem wydawało mi się, że spotkałam na swojej drodze księcia z bajki. A potem okazywało się, że to jednak wstrętna ropucha. Nie chciałam znowu przeżywać takiego rozczarowania. I choć Marek bardzo mi się podobał i czułam, że on też jest mną zainteresowany, trzymałam go na dystans. Tłumaczyłam sobie, że tak będzie lepiej i bezpieczniej. Po dwóch tygodniach leczenie Rambo dobiegło końca. Psiak wrócił do zdrowia, a po chorobie na szczęście nie pozostał nawet ślad. – Dzisiaj widzimy się po raz ostatni. Morfologia w porządku, wątroba i nerki też, pies jest w znakomitej formie. Nie mam tu już nic więcej do roboty – powiedziałam, spoglądając na wyniki badań. – Naprawdę? Może jeszcze przyjdziemy jutro? Tak na wszelki wypadek? – jęknął Marek. – Nie ma takiej potrzeby. I nie chcę was tu więcej widzieć. Przynajmniej z powodu kleszczy – udałam srogość. – Mowy nie ma! Już nigdy w życiu nie zapomnę o obroży! – Marek uderzył się w pierś. Gdy wyszedł z lecznicy i wsiadł do samochodu, zrobiło mi się nagle bardzo smutno. Zrozumiałam, że więcej pewnie nie zobaczę ani jego, ani Rambo. I bardzo tego żałowałam. Następnego dnia miałam istne urwanie głowy. Psy, koty, chomiki… Wieczorem ledwie trzymałam się na nogach. Zamknęłam lecznicę i powoli ruszyłam na parking. – Czy pani doktor da się zaprosić dzisiaj na kolację dwóm samotnym facetom? – usłyszałam nagle za plecami znajomy męski głos. Odwróciłam się. Przede mną stał Marek W jednej ręce trzymał olbrzymi bukiet róż, w drugiej smycz. Malutki Rambo siedział karnie na bucie swego pana i przyglądał mi się z zaciekawieniem wielkimi, brązowymi oczami. Bardzo mnie to rozbawiło. – Chyba nie mam innego wyjścia. Kto by się oparł takiemu spojrzeniu – uśmiechnęłam się. Nie czułam się już zmęczona. Miałam ochotę skakać z radości. Od tamtej pory minął prawie rok. Jesteśmy z Markiem parą, coraz częściej myślimy o wspólnej przyszłości. Zdążyłam go już dobrze poznać i wiem, że jest księciem z bajki, a nie żabą. Do pełnego szczęścia brakuje mi tylko jednego: akceptacji Rambo. Mały chihuahua bywa bardzo zazdrosny o swojego pana. Zwłaszcza, jak ten chce mnie przytulić, pocałować… Pakuje się zaraz między nas, szczeka, czasem nawet warczy. Na szczęście ostatnio znaleźliśmy na niego sposób: przysmak z suszonej kaczki. Za dwa paseczki zostawia nas w spokoju. Na godzinkę… Niewiele to czasu, ale dobre i to. Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę” Poznałaś fajnego chłopaka, ogarnięty, przystojny, randka poszła super, druga też, zaczęliście się spotykać. Chociaż spotykać… duże słowo, rzadko udaje się znaleźć czas, on jest taki zarobiony! Z początku ci to imponuje, koleś ma tyle pasji i robi mnóstwo ciekawych rzeczy! A potem zaczyna uwierać, ale przychodzi randka a on opowiada ci o tym co robił i co ekscytującego przeżył, a ty słuchasz z maślanymi oczami… Tłumaczysz sama sobie, że przecież zawsze chciałaś poznać kogoś interesującego. Kogoś, kto ma jakieś pasje. I że to zrozumiałe, że chłopak nie ma czasu. Czasami z napisaniem jakiegoś tekstu jest jak z zatruciem pokarmowym, tylko w tym wypadku nie biegnę na kibelek, a odpalić edytor i zacząć stukać w klawiaturę. Uczucie ulgi porównywalne!Więc siadłam pewnego dnia i pisałam aż poczułam taką ulgę. Ale napisałam dość ostro i zostawiłam bez wciskania publikuj, bo ten tekst był mieczem obosiecznym i kilku osobom mogłoby się zrobić przykro. Bo trochę był o mnie! Też taka jestem… Tydzień temu zjadłam śniadanie z rewelacyjną Asią Pachlą i jakoś tak wyszło, że rozmowa zeszła na ten temat. A potem wkręciłam się w Tik Toka (po przynajmniej roku gadania, że nie ogarniam i nie rozumiem postanowiłam zrozumieć zanim ocenię) i nagrałam taką bzdurkę: klik Uznałam to za znak, by napisać tekst jeszcze raz, ale spokojnie i cierpliwie. Chociaż też dosadnie, bo przyświeca mi na blogu jedna zasada – piszę teksty, których potrzebowałaby młodsza JA. A to jest życiowa prawda, którą chciałabym poznać wcześniej. Nie chodzi o czas. Chodzi o priorytety. Jestem wystarczająco dużą dziewczynką by wiedzieć, że jak komuś zależy, to zawsze znajdzie czas. Jakoś tak się złożyło, że przez długi okres w życiu miałam więcej kolegów niż koleżanek i z zaciekawieniem obserwowałam jak funkcjonują w relacjach, które były „zwykłe” a jak w takich, w które się serio wkręcili. Nie chcę tu oceniać po co ludzie tkwią w tych takich „na przeczekanie”, bo wyrosłam z oceniania ludzi. Chociaż dobra, nie do końca, urwałam znajomość z koleżanką, która powiedziała, że wciąż jest ze swoim chłopakiem (którego nawet nie lubi!!!) bo taniej jest razem wynajmować mieszkanie. No ale chyba już tak jest, że dzielimy się na dwa typy ludzi. Jedni kończą relacje, gdy po prostu nie są warte bycia w nich, drudzy dopiero gdy ogarną sobie kolejnego partnera. Ja jestem typem pierwszym. Wracając do moich biednych kolegów, którzy pewnie nie chcą czytać o sobie na moim blogu… ten sam chłopak, który potrafił przewrócić oczami i wyciszyć telefon, gdy pisała jego laska, w związku z inną potrafił jechać przez pół miasta by zobaczyć ją na 30 minut! Jestem pewna, że w oczach poprzedniej laski ten chłopak nie miał czasu. Co się zmieniło w relacji z nową? Stracił pasje i zainteresowania? Nie! Umieścił ją wyżej na liście priorytetów. Czerwona sukienka w kropki Ja też jestem zajęta. I też mam zapchany kalendarz Więc jak to jest możliwe, że udało mi się w ciągu chwili umówić na śniadanie z równie zabieganą Asią, która ma zapieprz przy własnej książce i małym dziecku? Było to bardziej priorytetowe niż inne rzeczy. SIMPLE AS tym samym czasie powiedziałam pewnie kilku osobom, zgodnie z prawdą zresztą, że nie mogę bo mam zapieprz. Albo że w tym tygodniu odpada. Gdy nie odpisuję na wiadomości – widocznie nie jest to dla mnie mój priorytet, tak samo jak praca nie jest „top priority” Kourtney Kardashian. Uwielbiam, gdy ktoś mi pisze pasywno-agresywną wiadomość w stylu „widzę że jesteś online, kiedy mi odpiszesz?”. Zapewniam – uwielbiam wiadomości od odbiorców, prowadzimy często wspaniałe dyskusje, ale zaglądanie w DM-ki, a już szczególnie w te od osób, które piszą do mnie po raz pierwszy – to nie jest mój TOP PRIORITY (Thorze, czemu słyszę to głosem Kourtney?). Gdy jestem na insta, moim priorytetem jest tworzenie treści, z których skorzysta więcej osób. Jak to jest, że gdy masz egzamin, to wcześniej wychodzisz z domu, żeby mieć zapas czasu, a gdy chodzi o zwykły wykład, to nie masz takiej spiny? Egzamin jest dla Ciebie ważniejszy od wciśnięcia drzemki albo dokładnego wytuszowania rzęs. Wykład? Nic się nie stanie jak się spóźnisz. Miałam nauczycieli, do których nie miałam tupetu się spóźnić, miałam takich, na których lekcje regularnie wparowywałam 10-14 minut po dzwonku. Jeśli nie czekały mnie z tego tytułu żadne poważne konsekwencje – nauczyłam się, że mogę i tyle. Czego Ty uczysz swoimi reakcjami innych? Z drugiej strony… Boję się ludzi, dla których z miejsca staję się priorytetem. Jedno spotkanie, było miło, spoko, ale nagle ta osoba NIC NIE PLANUJE na cały tydzień, bo może któregoś dnia je będę miała czas. Jeju. Automatycznie czuję się osaczona i robię w tył zwrot! Jeśli jesteś taką osobą, która odmawia wyjścia na wino z koleżanką, pójścia do kina (bo chłopak powiedział że MOŻE EWENTUALNIE w czwartek mu się UDA) i rezygnujesz z treningu jogi na rzecz wpatrywania się w telefon czy może mu się UDA ZNALEŹĆ CHWILKĘ, to proszę – skończ i zmień priorytety. To jest bardzo niezdrowe, gdy druga osoba jest dla ciebie całym światem. Pisałam o tym kiedyś w tekście, dlaczego to bardzo niezdrowe dla głowy, gdy masz wszystko oparte na jednym filarze. Ja nie mam żadnego problemu by odmówić komuś spotkania, bo niedziela to dla mnie dzień dla siebie i w niedzielę zazwyczaj leżę w wannie albo odpoczywam od ludzi ;). Nie boję się mówić, że to dla mnie ważne i że potrzebuję takiego dnia. Co nie oznacza, że potrafię zrobić czasem wyjątek dla wyjątkowych osób. Np. jak Julia z Szymkiem przyjechali z Wrocławia do Warszawy i zapytali, czy znajdę czas, to znalazłam. Bo miałam ochotę, bo to super ludzie, bo wiem, że nie jadę na kolację, która będzie gadką o niczym i w połowie zacznę żałować, że jednak nie wybrałam wanny. To super, że Twój chłopak ma swoje pasje i bogate życie. Wielu znajomych, regularnie chodzi na siłownię a w piątek musi odpocząć po całym tygodniu. Ale jeśli drugi, trzeci, piąty i dziesiąty raz to wszystko jest od ciebie ważniejsze, to raczej nie jest tak, że ten chłopak nie ma czasu. On nie chce go mieć. Nie jesteś jego priorytetem. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie. chłopak nie ma czasu Inne fajne teksty: Data utworzenia: 7 grudnia 2011, 8:57. Jest w trakcie promowania nowej oraz biografii, a niebawem zaczyna castingi do "Must Be The Music". Dodatkowo na początku 2012 rusza w dużą trasę koncertową po Polsce Kora nie ma czasu dla wnusia! Foto: Studio69 / Fakt_redakcja_zrodlo Kora (60 l.) w ogóle nie ma ostatnio czasu dla wnuka Jazona i nie zapowiada się, by miało się to z dwóch synów Kory, Szymon Sipowicz (35 l.), niespełna dwa miesiące temu został tatą. Niestety przez natłok obowiązków sławna babcia swojego wnuczka widziała dotychczas zaledwie trzy razy. Artystka cieszy się, że przeżywa renesans popularności, ale płaci za to wysoką cenę. Miejmy tylko nadzieję, że piosenkarka przypomni sobie jak najszybciej o swojej rodzinie! /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Studio69 / Fakt_redakcja_zrodlo /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Studio69 / Fakt_redakcja_zrodlo Jury "Must Be The Music" /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Studio69 / Fakt_redakcja_zrodlo Kora nie ma na nic czasu /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Darek Majewski / Fakt_redakcja_zrodlo Rzadko widuje się z wnukiem /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Andrzej Marchwiński / Fakt_redakcja_zrodlo Programy, koncerty, promocja /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Teodor Klepczynski / Fakt_redakcja_zrodlo Pracuje i nie ma czasu /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Teodor Klepczynski / Fakt_redakcja_zrodlo Kora cieszy się z renesansu swej kariery /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Andrzej Marchwiński / Fakt_redakcja_zrodlo Kora i Łozo /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Andrzej Marchwiński / Fakt_redakcja_zrodlo 60-letnia gwiazda rocka /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Aleksander Majdański / Fakt_redakcja_zrodlo Jackowska stała się znów popularna /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Teodor Klepczynski / Fakt_redakcja_zrodlo A wszystko dzięki temu programowi /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Teodor Klepczynski / Fakt_redakcja_zrodlo Nie, oni nie są parą /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Aleksander Majdański / Fakt_redakcja_zrodlo Kora na scenie /14 Kora nie ma czasu dla wnusia! Aleksander Majdański / Fakt_redakcja_zrodlo Wciąż nie brak jej animuszu Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem: