Religia na Kubie Religia według miejscowości {{bottomLinkPreText}} {{bottomLinkText}} This page is based on a Wikipedia article written by contributors ( read / edit ).
Analisando os gráficos do computador, a maior taxa de aumento no tempo de acesso, da sexta-feira para o sábado, foi no site. a) X b) Y c) Z d) W e) U Solução: questão sobre porcentagem do ENEM 2017 um pouco trabalhosa, já que precisaremos calcular os aumentos percentuais no tempo de acesso de 5 sites e ver qual deles teve o maior aumento.
A Internet [1] é um sistema global de redes de computadores interligadas que utilizam um conjunto próprio de protocolos (Internet Protocol Suite ou TCP/IP) com o propósito de servir progressivamente usuários no mundo inteiro. É uma rede de várias outras redes, que [2] consiste de milhões de empresas privadas, públicas, acadêmicas e de governo, com alcance local e global e que está
Tarife na pretplatu; Prijenos broja u Eronet; Mobilni internet; Leteći internet; U inozemstvu; Dodatne usluge; Dodatna oprema!hej!hej uključi se!hej mobilna aplikacija!hej korisnički portal!hej social unlimited!hej prenesi broj!hej slagalica!hej BOX uređaji!hej mobilni internet!hej u inozemstvu!hej Tourist; Ostale !hej tarife; Dodatne usluge
Tłumaczenia w kontekście hasła "na Kubie" z polskiego na niemiecki od Reverso Context: Dostępność leków na Kubie jest ograniczona.
An estimated 150,000 Cubans now have daily access to the Internet, up from 75,000 in 2014, according to Freedom House, a US nonprofit that promotes democracy. Still, Cuba remains one of the least
07.26.17. You’ll be sitting in the magnificently beautiful ruin of Havana, surrounded by decaying stonework and pastel-colored Detroit rolling iron, and you’ll be ignoring it all to swipe down
Play & Download Reżim Na Kubie (Alternatywna Wersja) MP3 Song for FREE by Kacper And Kamil from the album Longer Nie Żyje. Download the song for offline listening now.
Lawrence Schlesinger Kubie (17 March 1896 – 27 October 1973) was an American psychiatrist and psychoanalyst who practiced in New York City from 1930 to 1959. Kubie had several celebrity patients, including Tennessee Williams , Leonard Bernstein , Moss Hart , Kurt Weill , Vivien Leigh and Sid Caesar .
tytuł: Alternatywna sfera publiczna na Kubie: wariant tytułu: Alternative public sphere in Cuba. autor: Popiołek Monika: recenzent:
N4NKb5. Kolega wrócił z Kuby i twierdzi, że w hotelu miał darmowe wifi. Router wifi owszem, internet nie. Halo, Miami? Internet to na Kubie towar luksusowy. Monopol na zarządzanie nim ma rządowa spółka ETECSA. Internet jest na kartki. Niedawno wprowadzono możliwość korzystanie z internetu na smartfonie. Opcja ta jest jednak szalenie droga i niewielu może sobie na nią pozwolić. W hotelach są routery wifi, ale internet trzeba kupić. Godzina zazwyczaj kosztuje 1 euro. Kubańczyk pracujący w uprzywilejowanym sektorze turystycznym otrzymuje od państwa dodatek do pensji (wypłacanej w peso kubańskim) w wysokości 10 euro. Miesięczne wynagrodzenie wystarcza na 10 godzin internetu. Wielu wiązało duże nadzieje z upowszechnieniem się dostępu do sieci. Może Kubańczycy zaczną czytać o tym co się dzieje na świecie, może dotrą do nich odarte z cenzury informacje dotyczące kubańskiej rzeczywistości? Kto ma czas zaprzątać tym sobie głowę przy takim deficycie dostępu do internetu? Do czego służy internet Kubańczykom? Do rozmów z rodziną z Miami! Joanna Szyndler w książce Kuba – Miami, ucieczki i powroty skreśliła doskonałą panoramę rzeczywistości życia Kubańczyków w XXI wieku. Podjęła również temat internetu: – Widzisz mnie? Czekaj, coś się zawiesza … No, teraz ty się pokaż. Przytyłeś, kochany, powodzi się! W parku, który tworzą dwa rzędy drzew i alejka z masywnymi ławkami z betonu, kłębi się tłum ludzi. Wszyscy z telefonami, tabletami, laptopami. Dzwonią, sprawdzają maile, siedzą na facebooku. Wyciągają ręce, by podczas rozmowy zaprezentować się swoim bliskim. Po drugiej stronie ulicy – biuro państwowej i jedynej na wyspie firmy telekomunikacyjnej ETECSA. Przed wejściem kolejka. Co chwilę ktoś podchodzi i pyta: – Kto ostatni? – Nie ma kart – odpowiada kolejka. -Nie ma kart potrzebnych do łączenie się z internetem? Jak to możliwe, skoro cały park siedzi na Facebooku? – zagaduje jednego z oczekujących. -Skończyły się jak zwykle. A ci ludzie mają już loginy i hasła. ETECSA sprzedaje karty, które pozwalają korzystać z wifi w parku przez godzinę, do wykorzystania w ciągu miesiąca. Karta kosztuje 1,5 CUC, jeśli chce się surfować po całym internecie lub 30 centów, jeśli odwiedzać tylko strony kubańskie […] Niektórzy Kubańczycy kupują stos kart i odsprzedają za podwójną cenę – 3 CUC. Godzina internetu to dużo i mało. Najgorzej bywa w niedziele, kiedy w parkach zbiera się najwięcej chętnych. Dużo, bo wiele osób po raz pierwszy w życiu korzysta z internetu. Luchando Popularne sformułowanie na Kubie. Usłyszałeś je wielokrotnie na ulicy, chcesz sprawdzić co oznacza? Trzeba wejść do internetu i otworzyć tłumacz. Przyjmijmy, że jesteś w Hawanie, masz kartę do internetu. Nie tak szybko. Internet nie funkcjonuje wszędzie. Są specjalne miejsce ku temu. Hotspoty rozmieszczono w miejscach, gdzie do tej pory grało się w domino i starało przeczekać popołudniowy skwar. Jak je znaleźć? Na Kubie zabronione jest gromadzenie się ludzi. Istnieje jednak wyjątek. Jeśli widzisz grupę ludzi wpatrzonych w smartfony to wiedz, że coś się dzieje, wiedz, że jest internet. Podchodzisz, sprawdzasz czy wyszukuje sieć ETECSA i wklepujesz kody, które otrzymałeś na kartce tj. login i hasło. Może się zdarzyć, że coś nie działa. Oznaka zniecierpliwienia będzie sygnałem dla domorosłych informatyków, którzy zaraz przybędą z pomocą. Sami Cię znajdą. Hotspot. Miejsce gdzie można korzystać z internetu. Hawana. Nie mogę zalogować się do internetu. Korzystam z nielegalnego pośrednictwa. Obrotny dzieciak w wieku gimnazjalnym udostępnia na ulicy swój internet. Kasuje 1 CUC ( 1 Euro = 1,05 CUC) i wklepuje odpowiednie hasło. Jeżeli coś nie działa jesteś na łasce młodzieńca ze złotym łańcuchem na szyi. Masz w końcu internet i sprawdzasz co oznacza słowo luchando – kombinowanie! Dlaczego na Kubie istnieje problem z internetem? Dlatego, że wciąż funkcjonuje embargo na wszelkie produkty i technologie amerykańskie. Nie łatwo obejść ten problem. Właścicielom samochodów amerykańskich na Kubie udaje się to od 60 lat, nie mają części zamiennych, więc luchando, kombinują jak je zastąpić. Analogiczne wygląda sytuacja z internetem. Hotspoty na Kubie zaczęły się pojawiać w 2015 roku. Po dwóch latach w Hawanie istniało ich juz czterdzieści dwa, przede wszystkim w parkach. Gdzie ludzie wpatrzeni w telefon, tam internet. W Kuba – Miami, ucieczki i powroty znajdujemy interesujący opis implementacji internetu na Kubie. Po USA i ZSRR Kuba ma nowego przyjaciela – Wenezuelę: W końcu na Kubę dotarł światłowód od przyjaciół z Wenezueli, do tego czasu wyspa łączyła się ze światem przez satelitę. Kubańczykom tradycyjnie utrudniano życie z dwóch stron, w końcu nie wszystko da się zrzucić na embargo. Do 2008 roku bez specjalnego pozwolenia nie można było w ogóle mieć komputera. W 2017 roku, aby zainstalować (legalnie) internet w domu, cały czas trzeba było mieć błogosławieństwo zakładu pracy. Należało przekonać szefa, że dostęp w firmie nie wystarczy […] Pod koniec 2016 roku uruchomiono pilotażowy internet szerokopasmowy w starej Hawanie. Mieszkańców podłączono bezpłatnie do sieci na dwa miesiące. Mogli surfować bez ograniczeń, w zamian testowali łącze, dzielili się uwagami. Potem zaproponowano im usługi płatne. Trzydzieści godzin do wykorzystania w ciągu miesiąca. Od 15 CUC przy prędkości 128 kb/s do 105 CUC za 2 mb/s (około 400 złotych). Jak korzystać z internetu na Kubie? Turysta poruszający się po Kubie w zorganizowanej grupie ma ułatwione zadanie. Nie musi szukać internetu bo jest w każdym hotelu. Na recepcji dostępne są karty umożliwiające dostęp do sieci. Ich cena jest zmienna. Powinny kosztować 1 CUC, czyli 1 euro, ale może się zdarzyć, że będzie trzeba zapłacić 1,5 albo 2 CUC. Po zakupie trzeba zdrapać dwa pola. Polecam zlecić to zadanie pani recepcjonistce ponieważ zdrapki są delikatne i łatwo je zepsuć. Wybieramy wifi ETECSA, a następnie wprowadzamy login i hasło w formularzu, który załaduje się automatycznie. Jedna karta uprawnia nas do korzystania z internetu przez godzinę. Nie musimy wykorzystać tego za jednym razem. Możemy sprawdzić co potrzebujemy, wylogować się i następnym razem użyć tej samej karty. Godzina internetu, którą możemy wykorzystać w kilku sesjach. Jaką prędkość mamy do dyspozycji? Ciężko o jakieś dane. Jakość połączenia zależy od miejsca i ilości osób korzystających. W najlepszym razie uda nam się połączyć przez skype z opcją wideo. W ramach eksperymentu sprawdziłem czy mógłbym opublikować tekst na bloga korzystając z kubańskiego internetu. Artykuł zawierał dwa zdjęcia, a jego ładowanie mimo to trwało bardzo długo. Internet zatem jest, ale drogi, ograniczony i wolny. Na Kubie wypada powiedzieć, że internet jest nieśpieszny. Można też na to spojrzeć z innej strony. W Polsce przydałby się już program ograniczenia internetu dla młodych ludzi. Godzina dziennie, codziennie. Może wtedy zaczęlibyśmy bardziej odpowiedzialnie korzystać z dobrodziejstw sieci?
Podróż na Kubę to Twoje marzenie? Za nami ta karaibska wyspa chodziła od dawna. Raz nawet prawie na nią polecieliśmy, prawie… Gdy pojawiła się „promocja”, a raczej błąd taryfowy linii Aeromexico, nie zastanawialiśmy się ani chwili. W końcu jak często zdarzają się bilety za 600 zeta w dwie strony na Karaiby? Takim okazjom się nie odmawia! Tym bardziej, że raz już w tych rejonach byliśmy i bawiliśmy się świetnie! Wiemy, że wiele osób również skorzystało z tej „promocji”. Być może także ktoś z Was! Dlatego postanowiliśmy na gorąco podzielić się naszymi doświadczeniami i informacjami praktycznymi, które być może będą Wam pomocne przy planowaniu Waszej własnej taniej podróży na Kubę. Pogoda na Kubie: Czy wyjazd na Kubę w październiku to dobry pomysł? Kiedy wybrać się na Kubę? Z doświadczenia wiemy, że takie promocje, jak w przypadku błędu taryfowego Aeromexico, nie trwają długo, zakupu biletów dokonaliśmy więc bardzo szybko, wybierając pierwszy termin, który najbardziej nam pasował (zupełnie przypadkiem zbiegł się z urodzinami Huberta i prawdopodobnie ewentualnie przyszłego szwagra, który poleciał z nami 😉 ). Zdążyliśmy przeczytać, że na Kubę warto lecieć o każdej porze roku… Dopiero później zaczęliśmy wchodzić w szczegóły, a gdy przez Kubę przeszedł huragan Irma, entuzjazm nam nieco opadł. Na szczęście, sytuacja nie trwała długo, a gdy wsiadaliśmy do samolotu 11 października, po Irmie nie było już śladu. Po dotarciu na wyspę przywitał nas… deszcz. Na szczęście, podczas całego tygodnia naszego pobytu było go stosunkowo niewiele, a większość czasu świeciło słońce. Temperatura oscylowała wokół 30 stopni Celsjusza. Z naszej perspektywy, więc podróż na Kubę w październiku to doskonały pomysł. Pogoda dopisała, turystów było stosunkowo mało, a ceny niższe, bo teoretycznie to poza sezonem. Według „książki” jednak najlepszy czas by podróżować na Kubę to pora sucha, czyli od listopada do kwietnia. Kuba po huraganie Irma Nie byliśmy co prawda na Kubie przed huraganem, ale nie odnotowaliśmy żadnych śladów po Irmie (co nie znaczy, że ich w ogóle nie ma, nie zjeździliśmy przecież w tydzień całej wyspy). Nie wystąpiły też żadne utrudnienia w podróży z tego tytułu. Rozmawialiśmy również z miejscowymi na ten temat i zapewnienia, które od nich usłyszeliśmy to krótkie „no problem my friend”. Myślę, że już w tej chwili nie ma co za bardzo sobie zaprzątać głowy tą kwestią, bo Kuba po huraganie Irma żyje swoim życiem. Na jak długo lecieć na Kubę? To już zależy od indywidualnych preferencji, ale wydaje mi się, że 2-3 tygodnie byłoby optymalnie, w końcu Kuba to największa karaibska wyspa i zdecydowanie jest co zwiedzać, ale miłośnicy plażowania też powinni być zadowoleni. Gdybyśmy nie robili nic innego tylko podróżowali (a słyszałam, że są tacy), z chęcią zostalibyśmy nawet miesiąc, ale nie możemy tak rozrzutnie dysponować dniami wolnymi, zwłaszcza, że jeden urlop w roku to dla nas za mało. 🙂 Jeżeli tak jak my macie do dyspozycji tylko tydzień, będziecie musieli przeanalizować co najbardziej Was interesuje na Kubie. Ale zapewniam, że nawet w 7 dni zdążycie i poleżeć na piasku, i co nieco zobaczyć. Podróż na Kubę, czyli czym lecieliśmy Oczywiście możliwości przelotu na wyspę w kształcie krokodyla jest wiele, ale my skupimy się na konkretnym deal’u, z którego szczęśliwie mieliśmy okazję skorzystać. Bilety na trasie Amsterdam – Mexico City – Hawana – Mexico City – Amsterdam linią Aeromexico kupiliśmy na polskiej Tripście (którą polecamy) dokładnie za 602 PLN od osoby. Przelot do Amsterdamu i z powrotem do Warszawy KLMem kosztował nas 305 PLN. Wszystkie loty odbyły się bezproblemowo, o czasie. Lecieliśmy tylko z bagażem podręcznym, czyli małą walizką i plecakiem (wymóg najtańszej taryfy w KLM), ale na tydzień to wystarczyło. W przypadku obu linii check in robiliśmy przy kioskach, gdzie można było również wybrać miejsca i np. dodać bagaże. U Holendrów podają mały, ale całkiem smaczny posiłek (kanapka lub wrap) oraz napoje do wyboru (również alkohol w postaci piwa lub wina). Jak na tak krótki lot (ok. 1,5 h) to naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Cena czyni cuda – lot Aeromexico Nieco gorzej sprawy się mają w Aeromexico. Jak powszechnie wiadomo, cena czyni cuda i gdyby ponownie taka okazja się pojawiła, z pewnością znowu byśmy z niej skorzystali. Ten error fare był czymś świetnym, uśmiech podczas i zaraz po zakupie nie schodził nam z twarzy. Jednak… jeżeli mielibyśmy zapłacić „standardową” stawkę za bilet, nie bylibyśmy skorzy do wychwalania tej linii. Serwis na pokładach Aeromexico pozostawiał bowiem nieco do życzenia. Zwłaszcza jeżeli chodzi o odcinki z Amsterdamu do Meksyku i powrotny. Średnio na 2-3 miejsca w samolocie przypadał jeden kocyk i jedna poduszka, zapasowych nie było, prawdopodobnie pasażerowie z poprzedniego lotu wzięli je ze sobą. Na pokładzie podano dwa posiłki (obiad i śniadanie). Niestety nic dobrego o nich powiedzieć nie możemy – ani nie wyglądały, ani nie smakowały, a niektórym nawet zaszkodziły. Dodatkowo, siedząc z tyłu do wyboru mieliśmy makaron albo… makaron, bo kurczak dawno wyszedł. Około 3 godzin po wylocie (a rejs trwał prawie 12), pasażer siedzący obok poprosił o piwo, ale już się skończyło. Wino nalewano do najmniejszych „kieliszków” jakie widzieliśmy i smakowało naprawdę „tanio”. Zachowanie obsługi też nie było jakieś super, a posiłki i napoje wydawali jakby za karę. Hubert wpadł nawet na taki pomysł, że załoga wie kto kupił w tej „promocji” (przez wgląd na klasę rezerwacyjną na bilecie) i teraz traktują nas jak „gówno” (cytat z mojego męża). O niebo lepiej było już na locie do Hawany, gdzie niczego nie brakowało, a wszyscy byli super mili. Nie wierzycie? Oto dowód (pyszne śniadanko w Aeromexico). Mam nadzieję, że nic nie jecie właśnie 😉 Więcej narzekać nie będę, bo wciąż pamiętam, że to było tylko 6 stów (!), ale zestawiając Aeromexico z naszym rodzimym LOTem, który tak samo ma 3 gwiazdki według Skytrax, to jest jakaś przepaść. A przypomnę tylko, że LOTem też udało nam się tanio polecieć – do Japonii za 900 PLN. Wiza na Kubę Obywatel Polski udający się na Kubę obowiązany jest do posiadania wizy. My kartę turysty kupiliśmy za 100 PLN w biurze podróży w Warszawie. Wszystko było super, zwróćcie uwagę, żeby obie strony tejże karty były podstemplowane przez pracownika tegoż biura. Więcej o wizie na Kubę przeczytacie u Anity i Pawła ze Waluta na Kubie Na Kubie w obiegu są dwie waluty: CUC, czyli peso wymienialne (warte mniej więcej tyle co dolar amerykański) i CUP, czyli tzw. peso cubano. Za CUP może być jednak trudno cokolwiek kupić, różnica w walucie jest 1:25 i w wielu miejscach można płacić w obu z zachowaniem tej proporcji. Na targach gdzie częściej można się posłużyć CUPami nie kupowaliśmy. Podróż na Kubę: Wymiana pieniędzy Na Kubę najlepiej zabrać ze sobą EUR, wymiana USD obciążona jest 10% podatkiem. Na lotnisku są 2 kantory (poziom odlotów, schodkami na górę względem przylotów). Mają one taki sam kurs wymiany jak na mieście i nazywają się Casa de Cambio lub w skrócie cadeca (do miejscowych wystarczy powiedzieć kadeka i poprowadzą). Kursy są ponoć ustalane z góry i kantory nie mają tutaj dowolności. W bankach kurs jest ten sam (też sprawdziliśmy). W naszym przypadku kurs średni z googla EUR do CUC wynosił 1,18, my wymienialiśmy na miejscu za 1,14. Płacić kartą praktycznie się nie da, bo „cash only”. Udało się tylko w przypadku wypożyczania samochodu. Spotkaliśmy się również z podejściem: możecie zapłacić w euro i wtedy kurs wynosi 1:1. Transport na Kubie Nie może być postu z informacjami praktycznymi bez krótkiego opisu jak poruszać się po wyspie w kształcie krokodyla. Kuba to takie miejsce, w którym turysta traktowany jest w sposób „specjalny”. Można się z tym pogodzić i płacić w CUC, jeździć autobusem dla turystów itp. Można również próbować obejść system, przy okazji tracąc czas i nerwy (być może oszczędzając pieniądze). My postawiliśmy na pierwszą opcję. Za taksówkę z lotniska w Hawanie do centrum miasta zapłaciliśmy grzecznie 25 CUC (przy czym byliśmy w 4 osoby, więc to nie jakaś tragedia). Przejazd do starej Hawany trwa około 30 minut. Z Hawany do Varadero zdecydowaliśmy się jechać autobusem. Bilety Viazul kupiliśmy wcześniej przez internet. Przejazd w dwie strony kosztował 20 USD. Bus jest dość komfortowy, jedzie około 2,5 h (mógłby krócej, ale robi po drodze przystanki). Polecam założyć bluzę, bo klima odkręcona jest na maksa. Na początku wydaje się przyjemnie, ale wychodzi się jak z lodówki. Przejazd taksówką z centrum Hawany do stacji Viazul kosztował 7 CUC, a z przystanku w Varadero do naszego hotelu 5 CUC. Przyznaję jednak, że nie targowaliśmy się, więc pewnie można zapłacić mniej. Wypożyczenie samochodu na Kubie Nie najtańsza, ale chyba najwygodniejsza forma transportu. Do tematu podchodziliśmy trochę jak pies do jeża, bowiem naczytaliśmy się w internetach historii jak to ktoś zarezerwował i nie było dla niego auta, innego oszukali na hajs, a jeszcze kogoś zatrzymała osoba przebrana za policjanta. Nie wiem czy mieliśmy szczęście, czy oni mieli pecha, ale nam żadna z tych sytuacji się nie przydarzyła. Byliśmy wręcz zaskoczeni, że wszystko przebiegło bez problemu. Samochód rezerwowaliśmy przez Jest to pośrednik (coś jak np. rentalcars). Wybraliśmy najtańszą opcję czyli rent a car Via. Tanio jednak nie jest bowiem za 3 dni zapłaciliśmy 177 EUR. Do tego dodać należy 200 CUC depozytu na wypadek zatrzymania przez policję np. i wlepienia mandatu. Od pana w wypożyczalni (prawdziwego Kubańczyka, który jak się później okazało pracował kiedyś w Niemczech z Polakami i mówi po polsku 😀 ) dowiedzieliśmy się, że w Varadero samochody są lepsze, bo jest to turystyczne miejsce. Dostaliśmy chińskie auto marki Geely. Był chyba z tej samej fabryki co Lifan, którym śmigaliśmy po Azerbejdżanie. Może nie był to cud motoryzacji, ale sprawował się dobrze. Należy uważać na drodze, jest dużo dorożek, koni biegających samopas, ludzi wchodzących na jezdnię, a co najważniejsze dziur w drodze. Jechaliśmy z Varadero do Trinidadu (ok. 250 kilometrów w jedną stronę) i najgorszy odcinek jest między miejscowością Calimente a przecięciem z autostradą biegnącą z Hawany do Santa Clary. Warto tam zwolnić bo jezdnia wygląda jak po solidnym bombardowaniu. Przejechanie dystansu w jedną stronę zajęło nam 3,5 godziny. Odradza się również jeżdżenia po zmroku, gdyż ulice często są nieoświetlone. Kubańskie ceny paliwa 1,20 CUC premium, 1 CUC regular (ceny dla gringo). Nie wszędzie chcą lać regulara do wypożyczonych samochodów twierdząc, że tylko premium. Jednakże gdzieś we wsi jak się zatrzymaliśmy i innego wyboru nie było to nalali regulara, samochód spalił bez problemu. Różnica w paliwach to oktany. Premium ma 94 oktany, regular 91. Noclegi na Kubie Odkąd kubańskie Casy zawitały na Airbnb, rezerwowanie noclegów stało się dziecinnie proste. Jeżeli nie macie jeszcze konta, a chcielibyście skorzystać z serwisu AIRBNB, możecie je założyć z naszego polecenia TUTAJ. W ten sposób zyskacie bonus o wartości 100 PLN do wykorzystania przy rezerwacji noclegu. Gdzie spać w Hawanie? Na Kubie możemy Wam polecić 3 miejsca, które będziemy bardzo miło wspominać. 2 domy w Hawanie: pierwszy to Posada 1930 (na zdjęciu powyżej) położona w spokojnym miejscu, niedaleko Plaza de la Revolucion. Minusem (albo plusem – zależy jak na to patrzeć) jest odległość od Starej Hawany (około pół godziny spacerem), ale dzięki temu można zobaczyć mniej turystyczną część miasta, co też jest fajne. Bardzo ładne pokoje z łazienką, wysoki sufit, na górze taras. Śniadanie (tak jak wszędzie) 5 CUC: owoce, sok, kawa, jajko, kanapka z serem i szynką. W pokoju również lodówka z napojami (woda, cola – 1 CUC, piwo – 1,5). Oferują też transport z/na lotnisko za 25 CUC (samochód również na zdjęciu). Drugi nocleg, ciut droższy, ale w samym sercu Hawany, blisko do najważniejszych atrakcji i na promenadę – Casa San Lazaro 115. Przemiła obsługa, bardzo ładne wnętrza i taras. Chętnie tam wrócimy 🙂 Gdzie spać w Trynidadzie i Varadero? W Trinidadzie, a właściwie obok Trinidadu (jakieś 3 minuty samochodem w stronę miejscowości Casilda) polecamy miejsce o nazwie Villa Dalia. Pozostałe noce spędziliśmy na pełnym relaksie w hotelu Roc Barlovento w Varadero, praktycznie przy samej plaży. All inclusive za 274 PLN za pokój 2 osobowy z wszystkim: 2 baseny, drinki i jedzenie na full, kajaki, boisko do tenisa, do siatkówki. Sprawdzając ceny miejcie na uwadze, że byliśmy w „low low season” jak mówiła rozpiska w tym hotelu. 😉 W sezonie może być nawet 2 razy drożej. Internet na Kubie Jeżeli nie możecie wytrzymać nawet kilku godzin bez neta albo (nie daj Boże) marzycie o pracy zdalnej, to możecie mieć spory problem na Kubie. Wifi jest, a jakże(!), ale tylko w wyznaczonych miejscach, a z siecią możecie się połączyć tylko pod warunkiem, że kupiliście kartę Etecsa (można kupić w hotelach lub w oddziałach tejże firmy, jedna jest na Avenida Salvador Allende). Kosztuje ona 1,5 CUC i pozwala surfować po internecie przez 1 godzinę. Z tym, że nie musicie całego czasu wykorzystać za jednym razem. Możecie się łączyć np. na 10 minut i zostaną Wam minutki na później. Podróż na Kubę: Atrakcje Varadero i ceny Delfinarium w Varadero. Wejście na półgodzinny pokaz 15 CUC, potem można pogłaskać delfiny, dać „buziaka” i zrobić sobie fotkę. Jak chce ktoś popływać to 73 CUC. Snorkeling w Varadero (maski, płetwy mają na miejscu) 20 CUC/osoba. Można rezerwować na plaży. Płynie się żaglówką, event powinien trwać około godziny z czego pływania jest 40 minut. Przykładowe ceny w sklepach: woda: 0,8-1 CUC piwo: 0,85-1 CUC 0,5 litra najtańszej butelki Havana Club (białej): ok 3,5 CUC, 0,7 litra ok 4,5 CUC magnesy w Hawanie: 1 CUC O tym czy Kuba nas rozczarowała, czy zaczarowała i co dokładnie zobaczyliśmy w tydzień w następnym wpisie. Jeżeli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach. Postaramy się odpowiedzieć. ***** Zapisz się do naszego newslettera, żeby nie ominęły Cię żadne nowości!
Na pewno nie raz spotkaliście się z opinią, że Kuba jest całkowicie odizolowana od reszty świata. Całkowicie zamknięta na wpływy z zewnątrz, tworzy oddzielną rzeczywistość. Przysłuchując się stereotypom, można odnieść wrażenie, że dla Kubańczyków internet jest po prostu egzotyczną legendą. Cóż, musze Was rozczarować. To nie do końca tak wygląda. Niemniej, dla uzależnionych od obecności w sieci, Kuba jest nie lada wyzwaniem. Na Kubie prawie nikt nie ma w domu dostępu do internetu. WiFi w kawiarniach i restauracjach należy do rzadkości, a coś takiego jak dane w telefonie po prostu nie istnieje. Jedyną szansą na połączenie się z siecią jest udanie się do jednego z parków, w których zainstalowano routery (tzw. Parki WiFi). Jednak nawet znalezienie takiego miejsca nie gwarantuje sukcesu. By połączyć się z internetem potrzebne są bowiem specjalne karty. Na kartach tych znajdują się zdrapki z nazwą użytkownika i hasłem. Tylko po wpisaniu tych danych do naszego urządzenia uzyskamy dostęp do sieci. Jeśli będziemy mieli dużo szczęścia, połączymy się w pierwszym parku za pierwszym razem. Będziemy surfować przez godzinę z jednym tylko załamaniem sygnału. Bardziej prawdopodobny scenariusz wygląda jednak tak, że odwiedzisz pięć parków i w żadnym z nich nie będziesz umiał nawiązać połączenia. Kolejnego dnia skoro świt wrócisz do pierwszego, z nadzieją, że w mniej szczytowych godzinach szanse na połączenie są większe. Widząc kilka osób wpatrzonych w ekran, wypytasz ich, jak to zrobili. Skoro oni mogą, to ja też, prawda? Nikt jednak nie będzie w stanie podać Ci recepty na sukces. Najlepsza, powtarzana w kółko rada brzmi: „trzeba próbować”. Uparcie próbujesz więc dalej. Przy czwartej próbie telefon wreszcie wibruje z radości. Udało się! Masz godzinę czasu w wirtualnej rzeczywistości. Po dziesięciu minutach z nieznanych powodów tracisz połączenie. Jesteś zdeterminowany. Skoro udało się raz, uda się i drugi! Ponownie przepisujesz ciąg cyfr i liter z twojej karty. Pierwsza próba spełzła na niczym. Druga próba również spaliła na panewce. Dziwne hasło znasz już prawie na pamięć. Uparcie wpisujesz je dalej. Nic. Kolejny raz. Nic. I jeszcze raz… Jest! Twój okrzyk radości słychać w całym parku. Jesteś jednak jedynym z uśmiechem na twarzy. Sąsiad z ławki przeklina pod nosem, ale dobrze wiesz, że nie możesz mu pomóc. Ot, łut szczęścia. Rozemocjonowany, ponownie zagłębiasz się w wirtualną rzeczywistość. Przychodzące wiadomości pochłaniają Cię całkowicie. Odpisujesz na jedną, drugą i… Koniec. Godzina, która została Ci przydzielona wraz z kartą, właśnie minęła. Chciałbyś kupić kolejną, ale to wcale nie jest takie proste. Wczoraj stałeś pół godziny w kolejce w państwowym przedsiębiorstwie komunikacyjnym. Właściwie tylko po to, żeby dowiedzieć się że kart do internetu już nie ma. Ostatnie były jakiś tydzień temu. A następne? Nie wiadomo. Jak będą, to będą. Zmotywowany, próbowałeś również w dwóch hotelach. Mimo Twojego pięknego uśmiechu, karty dostępne były tylko dla gości hotelowych. Próbowałeś także w okolicznym kiosku. Mimo usilnych prób przyswojenia lokalnego akcentu, karty dostępne były tylko dla Kubańczyków… Poirytowany, poszedłeś za zasłyszaną na ulicy radą, że niekiedy w parkach prywaciarze sprzedają wystane w kolejkach karty. Potem przez blisko godzinę krążyłeś po parku wypatrując, kto może mieć jedną kartę w nadmiarze. W końcu sprzedał Ci ją jakiś młodzieniec za podwójną cenę. Dzisiaj jednak go nie widzisz. Przypominasz sobie wczorajszą mordęgę i po prostu odpuszczasz. Zdobycie karty do internetu to nie tylko dużo zachodu. To także spore obciążenie dla portfela. W państwowych punktach sprzedaży godzinna karta kosztuje 2$. Ale ponieważ rzadko kiedy są tam dostępne, przedsiębiorczy ludzie wyszukują je po całym mieście i sprzedają w parkach za dodatkową opłatą. Jeśli znajdziesz kogoś takiego (czy raczej: jeśli ktoś taki Cię znajdzie), godzinną kartę będziesz mógł kupić za 3$. Może za 2,5$ jeśli mówisz nienagannym hiszpańskim, uparcie negocjujesz i przypominasz trochę Kubańczyka. Drogo? No to przypomnij sobie jeszcze, że miesięczna pensja na Kubie wynosi raptem 15-25$. Kolejka do ETECSA, państwowego przedsiębiorstwa telekomunikacji. To tu płaci się rachunki za telefon i kupuje karty do internetu. Taki widok może znaczyc tylko jedno: właśnie dotarłeś do Parku Wifi. Pomimo wysokich kosztów, parki pełne są ludzi surfujących w sieci. Wieczorami Kubańczycy wychodzą z domów, gromadza się w parkach i próbują połączyć się z siecią. W nocy niemal każdy park rozświetlony jest światłem ekranu. Wydawać się może, że internet na Kubie jest dobrem luksusowym. W końcu kto byłby w stanie przeznaczyć 20% swojej miesięcznej pensji na godzinne połączenie z internetem? Niemniej, Parki WiFi nie przestają świecić niebieskim światłem ekranów. Zastanawiasz się jak Kubańczycy to robią? Przeczytaj o kubańskiej przedsiębiorczości: Na pograniczu socjalizmu i kapitalizmu